W końcu o końcu:Ceremonie pogrzebowe. W końcu o końcu: Ceremonie pogrzebowe. Nagranie spotkania 31 maja 2023. 0.00 zł – 50.00 zł. Kto za niego płaci? Pogrzeb nie jest tani – może kosztować nawet kilka tysięcy euro. Często staje się to źródłem sporów rodzinnych. W Niemczech istnieją jednak jasne wymogi prawne co do osoby odpowiedzialnej za organizację pochówku. Zgodnie z § 1968 niemieckiego kodeksu cywilnego koszty pogrzebu ponosi spadkobierca. Takie ceremonie mogą odbywać się w dowolnym miejscu i czasie. z elastycznością, jaką jest możliwość odbycia się w dowolnym momencie po śmierci, uroczystości żałobne są dostępne dla rodzin, które muszą podróżować duże odległości, aby się spotkać i które mogą nie być w stanie zebrać się natychmiast po śmierci. Vay Tiền Nhanh. Z zawodu jest "towarzyszką umierania". Opowiada, co dzieje się w czasie pandemii Data utworzenia: 9 listopada 2020, 19:45. Osoby, które zmarły na COVID-19, chowane są w urnach lub zamkniętych trumnach. Nawet najbliżsi nie mają możliwości pożegnać się z nimi w szpitalach, bo nie ma w nich odwiedzin. Z powodu limitów i zagrożenia zakażeniem znajomi często nie mogą nawet pójść na pogrzeb przyjaciela. Jak pożegnać się z osobą, która zmarła w czasie pandemii? Jak poradzić sobie z poczuciem straty w "nowych, nieludzkich czasach"? Rozmawiamy o tym z Anją Franczak, która prowadzi Instytut Dobrej Śmierci, przestrzeń dialogu i edukacji o śmierci i żałobie. Anja Franczak Foto: Justyna Jaworska / . Jest pani towarzyszką umierania? Przepraszam, ale co to za zawód? Anja Franczak: - Jestem towarzyszką w żałobie, a dodatkowo jestem w trakcie dwuletniego szkolenia towarzyszenia przy umieraniu. To zawód, który w innych krajach funkcjonuje w różnych formach. W Niemczech nazywa się “Sterbebegleitung“, czyli dosłownie tak, jak pan powiedział, „towarzysz umierania“. A po angielsku to “death doula” albo “end of life doula”. Na Zachodzie istnieją instytucje, które szkolą do tej pracy zarówno wolontariuszy, jak i profesjonalistów. Sama uczestniczę teraz w takim kursie w Niemczech. Czego można nauczyć się w takiej szkole? - Wsparcia osób umierających i ich bliskich na ostatnim etapie życia. To nie jest praca tylko w ostatnich dniach czyjegoś życia. Czasami trwa przez lata, kiedy ktoś na przykład ma diagnozę choroby terminalnej i chciałby świadomie przejść przez ten proces. Zobacz także Chodzi o proces śmierci? Tylko co można w niej poprawić? - Śmierci nie unikniemy. Jednak mamy wpływ na to, jak chcemy żyć, również kiedy nasze życie zbliża się do końca. Osoba odchodząca może zdecydować o tym, jak chce spędzać ten czas, który jej został. Może wyrazić, kogo chce mieć blisko i jak chce być traktowana, kiedy już nie będzie w stanie się skomunikować. Może ustalić, na jaki rodzaj leczenia się zgadza, a na jaki nie. Czasem potrzebuje pomocy w uporządkowaniu “swoich rzeczy”, np. jak ustalić sprawy związane z dziedziczeniem albo jak zaplanować swój pogrzeb. Są ludzie, którzy mają swoje konkretne życzenia co do pochówku np. chcą zdecydować, czy będą skremowani, czy pochowani w trumnie. Towarzysz umierania jest właśnie osobą, z którą to wszystko można omówić. Nie łatwiej to samemu ustalić z kimś bliskimi? - Jeżeli w rodzinie istnieje kultura otwartej rozmowy i akceptacji, to jest oczywiście idealne. Czasami jednak łatwiej to wszystko omówić właśnie z osobą obcą, niż z kimś naprawdę bliskim albo z rodziny, bo wtedy takie rozmowy są naładowane olbrzymimi emocjami. To jest właśnie jedno z zadań towarzysza umierania: zmniejszyć lęk przed rozmową oraz uświadomić odchodzącej osobie, że może mieć wpływ na wiele wydarzeń towarzyszących umieraniu. Przejmujące. Tak postępują z ciałami zmarłych na COVID-19 Rozumiem, że w “normalnych warunkach” możemy się starać, by mieć kontrolę nad naszym umieraniem, ale teraz, w warunkach epidemii, jesteśmy pozbawieni wpływu na wiele spraw związanych z zarówno umieraniem, jak i pogrzebem czy żałobą. Jak sobie poradzić z tym wszystkim w czasach zarazy? Jak to wszystko ogarnąć? - “Mieć kontrolę” czy “ogarnąć” to bardzo mocne słowa, bo nad umieraniem nigdy nie da się mieć pełnej kontroli. Wolę mówić, że możemy mieć wpływ na warunki umierania, ale to nie oznacza, że je kontrolujemy. Dużo osób spędza teraz swoje ostatnie dni w szpitalu albo w hospicjum, do którego bliscy nie mają dostępu. To znaczy, że de facto ci ludzie umierają bez bliskości, bez swoich najbliższych. I to rzeczywiście jest przerażające. Ta pandemia uświadomiła nam, że umieranie może wydarzyć się w dobrych i złych warunkach. Wiele osób wyobraża sobie dobrą śmierć jako sytuację, gdy ktoś po długim spełnionym życiu umiera spokojnie w domu, otoczony dziećmi, wnukami i prawnukami. Ale w rzeczywistości to bardzo rzadko tak wygląda. Od lat tak jest, że większość osób umiera w szpitalach. Śmierć została odsunięta od naszych domów. Pandemia mocno wyeksponowała problemy związane z tym, jak dzisiaj umieramy. Ludzie, którzy chorują na COVID-19 i trafiają do szpitala, w przypadku zapaści, o ile w ogóle są w stanie rozmawiać, dostają od lekarzy kilka minut na ostatni telefon. Potem trafiają pod respirator i już nie wiadomo, czy się obudzą. W tym momencie bliskim urywa się z kontakt chorym. Co możemy zrobić w takiej sytuacji? - W takim przypadku najważniejsza jest wspólnota, w której możemy nawzajem się wspierać, razem przeżyć coś, co jest bardzo bolesne. Oto prawda o skali zgonów w Polsce w drugiej fali epidemii. Mamy ministerialne dane Czyli, gdy dowiem się, że ktoś może stracić lub stracił bliskiego, powinniśmy wykonać telefon do przyjaciela? - Tak, jak najbardziej. W takiej sytuacji ważny jest kontakt. Jeżeli nie czujemy się na tyle silni, żeby zadzwonić, możemy wysłać najpierw wiadomość. Możemy napisać: ja myślę o tobie. Moja koleżanka, która straciła kogoś bliskiego, nie była na przykład w stanie odbierać wszystkich telefonów od znajomych. Tak też się zdarza. Ale przez dłuższy czas dostawała od przyjaciółki codzienny komunikat przez WhatsApp : “Myślę o tobie. Przesyłam ci dużo dobrej energii. W ogóle nie musisz mi odpisywać na tę wiadomość”. Koleżanka powiedziała mi potem, że te codzienne wiadomości, w pierwszych miesiącach po stracie bliskiej osoby, były dla niej ogromnym źródłem siły. Wiele osób nie dzwoni jednak do bliskich... - I bardzo często się zdarza, że osoba, która jest w żałobie, po stracie, odczuwa głęboką samotność. Znajomi przestają się do niej odzywać. Czasami z niepewności. Nie wiedzą, co mają komuś takiemu powiedzieć, jakie mają znaleźć “odpowiednie słowa”. A są takie słowa? - Nie ma. Trzeba zdjąć z siebie tę presję, że trzeba znaleźć idealne słowa. Jeżeli ktoś doświadczył straty, to my nigdy nie powiemy mu czegoś, co tę stratę wyrówna. Zresztą nie o to chodzi. My pomożemy tej osobie wchodząc z nią w kontakt, dzwoniąc do niej lub też pisząc. Możemy wprost wyrazić, że nie wiemy, co powiedzieć. Ale że jednak dzwonimy, bo ta osoba jest dla nas ważna. Chodzi o relację. Zapytać, czy potrzebna jest jakaś pomoc. Możemy zadać jej pytania i być otwarci, żeby ją wysłuchać. Nie starajmy się być ekspertami. Nie musimy dawać mądrych porad. Taki kontakt czasami jest trudniejszy w rodzinie, jeśli nie było w niej kultury otwartej, czułej rozmowy. Dlatego tak ważny jest poziom przyjaciół i znajomych. Dodam przy okazji, że jestem pod olbrzymim wrażeniem tego, co dzieje się teraz w internecie. Że powstają wirtualne grupy wsparcia, na przykład na Facebooku, gdzie kontaktują się osoby w żałobie. Dużo psychologów organizuje też w sieci grupy wsparcia. Jeszcze niedawno byłam bardzo sceptycznie nastawiona do podobnych internetowych form pomocy. Ale przez ostatnie miesiące przekonałam się, że są one bardzo wartościowe. Zachęcam do udziału w nich. Czasami przed anonimowymi osobami w sieci nawet łatwiej jest odsłonić jakąś część siebie, którą ukrywaliśmy przed rodziną. Zdarza się, że chcemy naszym bliskim czegoś oszczędzić, nie chcemy ich niepokoić. Więc udajemy, że wszystko jest w porządku. Że dajemy radę, bo nie chcemy, by się inni o nas martwili. To jest błędne koło, z którego trudno wyjść. Tymczasem najważniejsze w takiej sytuacji jest właśnie wejście w autentyczną relację z innymi. Płuca zalane „zapalnym gulaszem”. Walka o każdy oddech. Przerażające słowa lekarza o koronawirusie A są jakieś błędy, które możemy popełnić? - Problem polega na tym, że żałoba często jest traktowana jako sprawa bardzo prywatna, z która każdy musi sobie poradzić sam i o której nie powinno się za bardzo rozmawiać. Istnieje oczekiwanie społeczne, by po stracie bliskiej osoby jak najszybciej wrócić do pracy, wziąć się w garść, być silnym. Taką postawą robimy sobie wszyscy nawzajem dodatkową krzywdę. W obecnej sytuacji trudno mówić o tym, by bliscy weszli na oddział covidowy i mogli pożegnać się z bliskim. Jeśli taka osoba umrze, otrzymają urnę z jej prochami lub zamkniętą trumnę. W wielu rodzinach ostatnie pożegnanie zawsze wiązało się z otworzeniem trumny. W przypadku śmierci na COVID-19 nie wolno tego robić. Czy istnieje jakiś sposób, na symboliczne pożegnanie z ciałem zmarłego? - Jeśli osoba zmarła z powodu choroby zakaźnej, nie ma możliwości otworzenia trumny. Taka jest rzeczywistość, z którą trzeba się zmierzyć. Dla wielu osób to jest bardzo trudne. W śmierci bliskiej osoby zawsze jest coś nierealnego i potrzebujemy dużo czasu, by naprawdę do nas dotarło, że ktoś już nie żyje. Kiedy nie możemy się fizycznie pożegnać, proces zrozumienia tego, co się stało, może trwać znacznie dłużej. Jeden sposób, który nam pomaga zrozumieć rzeczywistość, to jest rozmowa, opowiadanie o tym, co się wydarzyło, nawet wiele razy. Jeżeli wśród bliskich nie mamy nikogo, z kim możemy otwarcie porozmawiać, to możemy sięgnąć po wsparcie profesjonalne – nie ma w tym nic wstydliwego. Sięganie po pomoc nie jest znakiem słabości, wręcz przeciwnie, jest wyrazem tego, że potrafimy o siebie zadbać. Ceremonie pożegnalne też są obecnie bardzo ograniczone. Duże wspólnoty nie mogą zbierać się na pogrzebach. W tym miejscu chcę zaznaczyć coś bardzo ważnego. Jeśli rodzina dostała urnę z prochami po kremacji, to nie musi organizować jej pochówku od razu. Znam kilka osób, które straciły teraz bliskich. Ci ludzie zdecydowali się na małe ceremonie przed kremacją, w gronie najbliższych osób. Ale urny z prochami ich zmarłych czekają do wiosny. I dopiero wiosną odbędą pogrzeby. Ludzie mają do tego prawo, żeby zaczekać. Jeśli nie chcą chować kogoś w obecnych warunkach, nie muszą tego robić. Trudno czekać do wiosny z wypowiedzeniem żalu... - Jeżeli teraz nie możemy uczestniczyć w formalnej ceremonii, to możemy znaleźć inne formy zbierania wspólnoty, która jest nam potrzebna w żałobie. Możemy umówić się na wspólny spacer w imieniu zmarłego. Możemy zebrać się w gronie rodziny i przyjaciół na Zoomie, żeby razem go lub ją upamiętnić. Każdy zapala świeczkę przed ekranem i każdy opowiada jedną historię, jedno piękne wspomnienie związane ze zmarłą osobą. Oczywiście, że to nie jest to samo, jakbyśmy naprawdę spędzili fizycznie czas ze sobą, ale to lepsze niż nic. Ma to wartość. Ludzie zbierają się we wspólnocie i oddają hołd osobie zmarłej. Miała Pani taką sytuację asystowania przy śmierci w czasie epidemii? - W czasie pierwszej fali miałam kontakt z osobami, które nie mogły wziąć udziału w pogrzebach. Te osoby odczuwały olbrzymią pustkę. Chciały coś zrobić i nie wiedziały co. Szukały jakiegoś sposobu, by poradzić sobie z własną bezradnością. Pożegnać się ze zmarłym... Przed badaniem nie myj zębów! Eksperci radzą jak się przygotować do testu na koronawirusa I jak się żegnali? - Rytuały związane z pożegnaniem i upamiętnieniem mogą mieć różne formy. Czasami są to proste, małe rytuały prywatne, jak np. zapalenie świeczki w intencji zmarłego. Można napisać list do osoby zmarłej i wyrazić w nim wszystko to, czego nie zdążyliśmy wyrazić, gdy jeszcze żyła. Często ludzie znajdują swoje własne, kreatywne sposoby, żeby uhonorować osobę zmarłą. Można np. ugotować jej ulubione danie i zaprosić na kolację wspólnego przyjaciela. Chodzi o to, by symbolicznie wyrazić swoje poczucie połączenia ze zmarłym. W ten sposób możemy zacząć pielęgnować naszą wewnętrzną wieź, która na zawsze już w nas zostanie. Nawet jeżeli kogoś już nie ma fizycznie wśród nas, nasza wewnętrzna więź jest wieczna i silniejsza niż śmierć. Część osób reaguje na śmierć bliskich tak, że starają się racjonalizować sytuację, inni głęboko przeżywają odejście bliskich i biorą emocje na siebie. Ale są też ludzie, którzy reagują gniewem, szukają winnych, rzucają oskarżenia... Domyślam się, że w obecnej sytuacji sporo osób może tak reagować. Co zrobić, by nie popaść w stan "żałoby patologicznej", długiej i pełnej pretensji oraz złości? - Tu trzeba bardzo uważać, by nie upraszczać sprawy, mówiąc, że jest żałoba zdrowa i żałoba patologiczna. Każdy ma prawo do innej reakcji na trudną sytuację. Racjonalizowanie to tylko jedna z możliwych. Jedni będą racjonalizować, inni wyrażać swoje emocje. W żałobie możemy doświadczyć całego wachlarzu emocji. Nie tylko smutku, ale też gniewu, lęku lub poczucia winy. Są osoby, które wybierają unikanie, wycofanie się, wyparcie. Każdy ma inny sposób i trzeba to uszanować. Wszystkie te emocje, które się pojawiają, mają prawo istnieć. Emocje chcą być wyrażone. I póki nie robimy krzywdy innym, albo sobie, powinniśmy pozwolić na nie zarówno sobie, jak i naszym bliskim. Rozmawiał Tomasz Kuzia Przez 35 lat pracowała w tym szpitalu. Gdy zachorowała, nie otrzymała pomocy. Umarła Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem: 24/07/2022 19:31 - AKTUALIZACJA 24/07/2022 20:07 Wiadomości z Niemiec – Kremacja w Niemczech coraz droższa: Krematoria chcą zmienić procedury z powodu rosnących cen gazu. >>>> Procedury pośmiertne w Niemczech. Ile kosztuje pogrzeb i usługi z nim związane? Kremacja w Niemczech coraz droższa Wysokie ceny energii wymuszają na niemieckich krematoriach szukania alternatywy dla gazu ziemnego. Jak donosi Gütegemeinschaft Feuerbestattungsanlagen (Stowarzyszenie ds. jakości obiektów kremacyjnych) kremacja może stać się droższa dla krewnych zmarłego. Niektóre krematoria planują przejście na systemy elektryczne, inne na skroplony gaz ziemny. W Augsburgu rozważa się obniżenie wymaganej przez prawo minimalnej temperatury kremacji o 100 stopni – do 750 stopni Celsjusza za specjalnym zezwoleniem władz miejskich. Według stowarzyszenia istnieje około 160 krematoriów, z których około dwóch trzecich jest zarządzanych przez gminę, a jedną trzecią przez sektor prywatny. W całym kraju kremację wybiera się już dla około trzech czwartych wszystkich zmarłych. Odsetek ten wciąż rośnie. Największa niemiecka firma kremacyjna znajduje się w pobliżu Dachsenhausen koło Koblencji. W przyszłości właściciel chce obsługiwać dwa systemy kremacyjne przez całą dobę bez gazu ziemnego. Stosowanie gazu ziemnego jest konieczne tylko na początku oraz po konserwacji i naprawach. Umieranie w Niemczech jest coraz droższe Umieranie staje się w Niemczech coraz droższe. Jak ujawniło badanie przeprowadzone przez federalną organizację branży pogrzebowej Bundesverband Bestattungsbedarf, ponad połowa producentów planuje w bieżącym roku podwyżki cen o ok. 20 proc., niektóre firmy chcą pobierać jeszcze więcej. Szef organizcji Jürgen Stahl uzasadnia podwyżki cen przede wszystkim konsekwencjami wojny na Ukrainie. Energia i drewno stały się droższe, występują też wąskie gardła w dostawach podstawowych materiałów. Producenci używają również towarów z Ukrainy, w tym metalowe elementy i przędzę do podszewki wewnętrznej. >>>> Eurostat: Urlop jest „odległym marzeniem” dla co piątej niemieckiej rodziny Źródło: Spiegel, PolskiObserwator W związku z tym, że nie znaleziono jeszcze leku na chorobę Covid-19 wychodzenie z izolacji będzie opierało się na trzech filarach: ochronie społeczeństwa, testowaniu osób prezentujących symptomy koronawirusa i na izolowaniu ich od osób zdrowych Na nowo można będzie wychodzić z domu bez obowiązku posiadania oświadczenia, jak również uprawiać sport na świeżym powietrzu Premier podkreślił, że w sytuacji pogorszenia się sytuacji epidemicznej w najbliższym czasie data wychodzenia z kwarantanny zostanie przesunięta W związku z szacunkami Rady naukowej po 11 maja należy spodziewać się od 2 do 3 tys. zakażeń dziennie. Biorąc pod uwagę tę liczbę, we Francji przeprowadzanych będzie 700 tys. testów tygodniowo dla osób, które prezentują objawy koronawirusa oraz osób będących z nimi w kontakcie. Osoby zainfekowane zostaną poddane izolacji w swoich domach lub w rekwirowanych przez państwo tym celu hotelach. Koszt testów w całości poniesie ubezpieczenie zdrowotne. Materiał pochodzi z portalu Licea pozostaną zamknięte co najmniej do początku czerwca. Decyzja o tym, co dalej w tej kwestii, zapadnie pod koniec maja. Rząd zrezygnował również z wznowienia od 11 maja zajęć w gimnazjach. Ich otwarcie, dla klas 5. i 6., może nastąpić 18 maja i zależeć będzie od sytuacji epidemicznej w każdym regionie. Uczniowie gimnazjów, którzy mogą nosić maski, a którym nie udało się ich otrzymać dostaną je od państwa. Premier zapewnił również, że 11 maja ilość dostępnych masek ma odpowiadać potrzebom. Natomiast 11 maja dzieci stopniowo wracać będą do żłobków, przedszkoli i szkół podstawowych. Nie będzie to jednak obowiązkowe. Zajęcia odbywać się będą w grupach do 15 osób, a w żłobkach w grupach 10-osobowych. Nauczyciele otrzymają maski i będą korzystać z nich wówczas, gdy niemożliwe będzie zachowanie bezpiecznej odległości. Te środki ochrony nie będą obowiązkowe dla dzieci ze względu na ryzyko nieodpowiedniego ich używania. Pozostaną one jednak do dyspozycji dyrekcji szkół, na wypadek wystąpienia objawów zarażenia wirusem u któregoś z uczniów. PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Koronawirus. Europejska skrajna prawica nie skorzystała z kryzysu by siać zamęt [ANALIZA] Telepraca we Francji do 11 maja, restauracje i bary na razie zamknięte Premier położył nacisk na konieczność utrzymania telepracy co najmniej przez trzy tygodnie po 11 maja. Ma to na celu zmniejszenie zapotrzebowania na środki transportu publicznego i ograniczenie kontaktów między pasażerami. Pracodawcy wezwani zostali do zmienienia harmonogramu godzin dla tych pracowników, którzy nie mogą pracować zdalnie, aby zmniejszyć liczbę osób przebywających w firmie w tym samym czasie oraz do wyposażenia ich w maski. Po 11 maja swoją działalność będzie mogła wznowić większość sklepów oraz targi z żywnością, pod warunkiem jednak zapewnienia środków ostrożności, jak dystans fizyczny. Właściciele tych punktów handlowych będą mogli odmówić wejścia do sklepu osobie bez maski ochronnej. Galerie handlowe pozostaną zamknięte. Pod koniec maja rząd podejmie decyzję o dacie otwarcia barów, restauracji i kawiarni. PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Co dziewiątej firmie w Niemczech grozi bankructwo Dalekie podróże tylko w wyjątkowych sytuacjach W środkach transportu publicznego obowiązywać będą maski ochronne. Wolumen autobusów i metra ma zostać zwiększony do 70 proc. i szybko wzrosnąć do 100 proc. Operatorzy transportu będą zobowiązani do wprowadzenia dystansu fizycznego pasażerów. Do połowy puste kursować będą mogły autobusy szkolne, w których maski będą obowiązywać dzieci i kierowcę. Pod uwagę brane jest wprowadzenie lokalnie godzin transportu zarezerwowanych dla pewnej grupy populacji. Premier uprzedził, że mimo luzowania obostrzeń, nie może być mowy o dowolnym przemieszczaniu się pomiędzy regionami czy departamentami, aby unikać rozprzestrzeniania się wirusa w regionach mniej nim dotkniętych. Podróże na odległość ponad 100 km od miejsca zamieszkania możliwe będą tylko w wyjątkowych sytuacjach rodzinnych i zawodowych. Wymagane będzie przy tym posiadanie oświadczenia o celu podróży. Mediateki, biblioteki i małe muzea będą mogły wznowić działalność 11 maja, w przeciwieństwie do teatrów, kin czy sal koncertowych. Na nowo można będzie wychodzić z domu bez obowiązku posiadania oświadczenia, jak również uprawiać sport na świeżym powietrzu. Jednak parki i miejskie ogrody pozostaną zamknięte, z wyjątkiem departamentów, gdzie wirus nie jest aktywny. Utrzymany zostanie zakaz korzystania z plaż, co najmniej do 1 czerwca. Koronawirus we Francji. Zgromadzenia w miejscach publicznych tylko do 10 osób Premier poprosił osoby w wieku powyżej 65. roku o uzbrojenie się w cierpliwość, gdyż powinny one nadal szczególnie na siebie uważać, a podczas rodzinnych spotkań i wychodzenia z domu zachowane muszą być środki ostrożności. Ceremonie pogrzebowe będą mogły odbywać się w gronie do 20 osób. Na nowo otwarte zostaną cmentarze. Merowie nadal zachęcać będą do przełożenia daty ślubu, z wyjątkiem wyjątkowych sytuacji. Miejsca kultu będą otwarte jak obecnie, jednak nadal bez możliwości sprawowania w nich nabożeństw aż do 2 czerwca. Ponadto premier uprzedził, że imprezy masowe; kulturalne czy też sportowe, liczące ponad 5 tys. uczestników nie będą mogły obywać się do września. Zgromadzenie w miejscach publicznych ograniczone będą do 10 osób. Kwestia wprowadzenia aplikacji mobilnej Stop Covid, która obecnie jest w fazie rozwoju, zostanie poddana osobnej debacie i głosowaniu. Édouard Philippe zaproponuje przedłużenie stanu zagrożenia epidemicznego do 23 lipca. Projekt ten będzie rozpatrzony w Senacie, po czym w Zgromadzeniu Narodowym w przyszłym tygodniu. Pod koniec maja premier ma ustalić warunki kolejnej fazy łagodzenia obostrzeń. PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Kolejne kraje Europy planują znoszenie obostrzeń. Poznaliśmy daty

ceremonie pogrzebowe w niemczech